This is the end… czyli majówka, majówka i po majówce

Nadszedł ten dzień… dzień po którym trzeba będzie wrócić do rzeczywistości. Tak moi drodzy, jutro trzeba się zebrać w sobie, wstać skoro świt i iść do pracy.

wp-1462293594471.jpg
fot. by me Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego (03.05.2016)

W tym roku zdecydowanie pogoda nas nie rozpieszczała.
Czytaj dalej„This is the end… czyli majówka, majówka i po majówce”

Reklamy

Education or experience… czyli co się teraz liczy na rynku pracy

Dzisiejszy wpis może być trochę kontrowersyjny, ale co mi tam. Każdy może mieć przecież prawo do własnego zdania. Dlatego też zachęcam do komentowania.

_DSC4591
fot. by P.L. …wagary w Krakowie

Z opowiadań rodziców i ich znajomych, chyba wszyscy wiemy, że w latach 80 i 90 XX wieku, wykształcenie wyższe to było coś. Utarło się przeświadczenie, że jak ktoś ma tytuł magistra to z pewnością zajdzie bardzo wysoko. Myślicie, że tak jest i dzisiaj? Moim zdanie sytuacja zmieniła się diametralnie i zaraz przytoczę kilka argumentów. Czytaj dalej„Education or experience… czyli co się teraz liczy na rynku pracy”

Run your own business?… czyli praca na etacie czy własna działalność?

Nie wiem jak Wam, ale mi się bardzo często zdarza zastanawiać nad założeniem własnej działalności gospodarczej. Czym jest to spowodowane? hmmm najczęściej zachętami znajomych, którzy prowadzą już jednoosobową działalność jak i pytaniami pracodawcy czy rozważałem kiedyś taką zmianę. Oczywiście z punktu widzenia pracodawcy, korzystniejsze jest zatrudnienie osoby prowadzącej działalność niż utrzymanie etatu. Ale czy pracownikowi się to naprawdę opłaca?

11351189_1021316757893507_2097600693635110670_n
fot. by P.L.

Zacznijmy może od zalet pracy na etacie. Najważniejsze moim zdaniem jest to, że nie trzeba martwić się koniecznością pilnowania terminów opłacania ZUS czy US, bo to pracodawca wykonuje tutaj za nas większość pracy. Oczywiście pozostaje nam roczne rozliczenie podatkowe, no ale to przecież jest pikuś… Kolejna zaleta etatu to płatny urlop… co jest o tyle istotne, że chyba każdy z nas marzy raz na jakiś czas o wakacjach. I to by były chyba główne argumenty przemawiające za pracą na etacie.

A jak wygląda temat prowadzenia działalności gospodarczej? No więc, pierwszy argument, jaki pojawia się w rozmowach, to kasa… Czytaj dalej„Run your own business?… czyli praca na etacie czy własna działalność?”

Pan Kot… czyli koniec z wysypianiem się

Czas na obiecany wpis na temat kota. Poznajcie zatem głównego bohater, którym jest kot o imieniu… Kot.

_DSC8547

Kot jest we Wrocławiu od lipca 2015 roku, pochodzi jednak z Długołęki. Pamiętam jak dziś jaki był przerażony gdy zjawił się na mieszkaniu. Pamiętam też moje przerażenie na samą myśl na temat tego jak nauczyć kota korzystać z kuwety. Okazało się jednak, że wystarczyło mu pokazać kuwetę i już… tak po prostu. Pan Kot ma oczywiście swój charakterek. To wszystko co mówią o kotach to jednak prawda. To one rządzą życiem swoich właścicieli… co ja mówię… właścicieli…pfff… Założę się że w kocich oczach to my ludzie jesteśmy takimi maluczkimi człowiekami na ich usługach.

Początki kota były przezabawne, był milusiński i grzeczny… Te czasy jednak szybko minęły. Kot dalej uwielbia się miziać i pcha się głową pod moją brodę, ale robi to oczywiści tylko i wyłącznie wtedy kiedy to on ma na to ochotę i w żadnym innym wypadku. Innymi słowy, najlepszą godziną na mizianie i mruczenie jest oczywiście godzina 5:30 !!! Oczywiście w pierwszym odruchu chciałoby się go wziąć za ogon i wyrzucić w przestrzeń kosmiczną, ale tak jakoś po pięciu sekundach uklepywania łapkami mojej klatki piersiowej i pchania łebka pod moją szyję… sprawia, że zaczyna człowiek to tolerować. Jednak taka pobudka to jest najlepsze co w przypadku może się zdarzyć, uwierzcie mi. Są dni, kiedy kot o 5 rano ma po prostu ochotę poszaleć, co objawia się bieganiem gdzie się da, drapaniem czego się da i skakaniem po czym się da…. w tym również po mnie. Wtedy zazwyczaj jestem zmuszony podjąć radykalne kroki polegające na zamknięcie go w łazience.

Kolejną trudnością związaną z posiadaniem kota jest to, że trzeba być zawsze czujnym. Dlaczego? bo ulubiona zabawa kota to atakowanie łydek… i tu nawet próby oduczenia go poprzez traktowanie go podczas ataku spryskiwaczem… nie pomaga. A i zapomnijcie o kupowaniu ziół w doniczkach czy chociażby żonkili… Kot skutecznie podgryza je sobie jak nikt nie patrzy…

Teraz kilka porad dla posiadaczy kotów:

  1. Zawsze bądźcie czujni… nigdy nie wiadomo kiedy kot zaatakuje
  2. Nigdy nie dawajcie kotu jeść zaraz po przebudzeniu się rano… jak się raz nauczy tak nigdy nie da Wam się wyspać
  3. Starajcie się nie dokarmiać kota pomiędzy posiłkami, takimi rarytasami jak np. łosoś… tutaj sytuacja jak w punkcie 2. czyli raz nauczone nie dadzą Wam żyć jak przygotowujecie sobie swoje posiłki
  4. Kot powinien mieć w domu swoje miejsce, ale takie miejsce gdzie tylko on może sobie siedzieć… w przypadku pana Kota upodobał sobie szafki wiszące w kuchni… 🙂
  5. Uwaga! Koty uwielbiają rozwijać papier toaletowy… zwłaszcza taki, który można rozwinąć bo np. dynda… 🙂

No dobrze, jak na jeden wpis to może wystarczy. Kota będzie zapewne bohaterem jeszcze nie jednego posta.

Tymczasem!

One-eyed man… czyli życie z przymrużeniem oka

Na początek informacja dla spostrzegawczych… zmieniła się skórka bloga. Czy jest lepiej Hmmm mam nadzieję, że pomożecie mi to ocenić.

received_1173496959342152 (1)

Dzisiaj miało już nie być posta, ponieważ poprzedni pojawił się rano, ale przecież każda wymówka jest dobra, żeby nie pisać pracy magisterskiej.  Z racji tego, że wpis ten nie był planowany, będzie na totalnym luzie i nie spodziewajcie się w nim żadnych górnolotnych myśli. Dodatkowo pozwolę sobie umieścić zdjęcie które troszkę zobrazuje mój dzisiejszy wieczorny humor… w tle Kamila i jej pojemnik na …yyy… chyba orzeszki.

Czytaj dalej„One-eyed man… czyli życie z przymrużeniem oka”

Na początku był hamburger… czyli bez pracy nie ma kołaczy

Dzisiaj podejmę się tematu pracy zawodowej. Skąd taki pomysł? hmmm uznałem, że na tekst o kocie imieniem Kot jeszcze przyjdzie czas.

Każdy z nas musiał w którymś momencie swojego życia, podjąć decyzję w kontekście pójścia do pierwszej pracy. U niektórych był to świadomy wybór, innych zapewne zmusiła do tego sytuacja życiowa. W moim przypadku była to raczej świadoma decyzja, którą podjąłem na 3 roku studiów. Klamka zapadła i trzeba było coś znaleźć… raczej nie liczyłem że znajdę coś co pasowało będzie do studiów. A właśnie studia, wtedy była to Ochrona Środowiska. Ale wracając do tematu… Zacząłem szukać pracy, ale najgorsze było to co ja w ogóle mógłbym robić. I tak padło na gastronomię i jeden z najbardziej popularnych fast foodów na świecie… Tak, tak „a może frytki do tego?” czyli McDonald’s. Jest wiele różnych opinii zarówno o samej sieci, jak i o firmie McDonald’s jako pracodawcy. Od siebie mogę dodać w sumie tylko jedno…jeżeli miałbym jeszcze raz zaczynać pracę po raz pierwszy, znowu wybrałbym tą drogę. Prawdziwa szkoła życia, źródło do dzisiaj podtrzymanych znajomości, rewelacyjni ludzie. Nie ma co się oszukiwać praca w McD to ciężka praca, ale uczy pokory i docelowo daje satysfakcję. Miałem okazję przejść ścieżkę od pracownika sali, kuchni, na kasie, poprzez stanowisko instruktora, kończąc na stanowisku menadżerskim. Do dzisiaj głowa jest pełna wspomnień śmiesznych sytuacji takich jak zabawne zachowania Klientów, przerwy spędzone na wiacie, czy nocki  na których restauracja wcale nie zwalniała. Po „Macu” przyszedł czas na pierwszą instytucję finansową. Los chciał, że trafiło na Contact Center Credit Agricole. Kolejny pracodawca, kolejna szkoła życia… uwierzcie lub nie, ale liczba odebranych telefonów była czasami naprawdę imponująca… znowu niezapomniani ludzie i niezapomniane zmiany, w tym również nocki – kiedyś może Wam opowiem co tam się wyprawiało.

10391661_102835283074997_6856848_n

fot.by Agnieszka Łacina (dawno dawno temu)

CA nauczyło mnie wszystkiego co wiem o obsłudze Klienta i produktach finansowych. Co więcej do dzisiaj uważam że ludzie pracujący w tym konkretnym CC są jednym z najlepszych team-ów CC w tym kraju. Do dziś nie mogę pojąć jakim cudem osoby dzwoniące myślały że rozmawiają z kobietą, co często skutkowało tekstami… „kochaniutka zrobimy przelew” albo „powiedz mi jeszcze córuniu…” dacie wiarę…? Nie wspominając już o sztandarowym „Proszę podać PESEL…” na co Klient „Mój?” ech.

Po Contact Center, była bankowość elektroniczna i zarządzanie produktem… Kolejny fantastyczni ludzie. Każda jednak przygoda kiedyś się kończy… co jest tego powodem hmmm może po prostu chęć zmiany, może potrzeba kolejnych wyzwań… tak chyba najbardziej to drugie. Tym sposobem znalazłem się w jednej z największych wrocławskich firm jaką jest KRD jako Menedżer Inicjatyw Biznesowych. Nowe wyzwania, nowe technologie i nowe możliwości 🙂 zobaczymy jak to się wszystko ułoży…

Opisując to wszystko chciałem tylko pokazać, że nigdy nie wiemy gdzie nas poniosą finalnie nasze wybory. Często uznajemy że nie pójdziemy do jakiejś pracy bo np. mało zarobimy, albo wychodzimy z założenia, że to obciach pracować w jakimś miejscu. Tak naprawdę każde miejsce, każda praca czegoś nas uczy i jak już wspomniałem wyżej… nie zamieniłbym tej ścieżki na żadną inną.

Strasznie moralizatorsko chyba wyszło, no ale cóż… dopiero uczę się blogować, tak więc jeśli uważacie że tekst jest zbyt… zbyt… po prostu do bani to dajcie proszę znać.

Tymczasem…

 

 

Jaskra… czyli nie można brać wszystkiego do siebie

Dzisiaj trochę bardziej na poważnie, ale w sumie tylko pod kątem tematu, więc mam nadzieję że nie będzie nudno.

_DSC7171

fot. by Piotr Latkowski

Moi znajomi mówią, że mam mega dystans do samego siebie i do faktu że jestem jednooczny. To prawda, ale nie zawsze tak było. Zacznijmy jednak od początku. Zaczęło się od tego, że urodziłem się z jaskrą. Czym jest jaskra? Choroba oczu polegająca na zaniku nerwu wzrokowego, co prowadzić może do całkowitej utraty wzroku. Zanik nerwu wzrokowego powodowany jest natomiast zbyt wysokim ciśnieniem wewnątrzgałkowym… Ale dość teorii bo zaraz mi tam zaśniecie. W moim przypadku nie było stopniowej utraty wzroku, ponieważ urodziłem się już z jaskrą, co więcej z jaskrą która sprawiła że lewy nerw wzrokowy nie był już sprawny. I teoretycznie wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że pomimo zniszczenia nerwu wzrokowego ciśnienie wewnątrzgałkowe sprawiało że oko po prostu rosło co sprawiało naprawdę spory ból… jak przyszło co do czego po dwóch operacjach podjęto decyzje o usunięciu lewej gałki ocznej… hmmm podjęto, mówiąc prawdę to podjął ją 11 latek imieniem Konrad, znaczy się ja. Głównym argumentem, aby to zrobić były słowa jednego z lekarzy, który wprost to zarekomendował ponieważ jak stwierdził „za jakiś czas ból zęba przy tym co będzie działo się z okiem, to będzie pestka”. No i stało się…

Zaczął się kolejny rozdział, pierwsza protezka… nie do końca dopasowana kolorystycznie co było dość widoczne, do tego opadająca powieka, która była na tyle naciągnięta przez prawdziwe oko, że przy normalnym rozmiarze po prostu opadała. Wtedy pojawiły się pierwsze złośliwe uwagi w szkole… najpopularniejsze było chyba przezwisko „gała”. Ale kolejne miesiące mijały, przyszedł czas na wymianę protezki i to własnie ten drugi wyjazd sprawił że przestałem się nad sobą użalać… dostrzegłem, że w moim przypadku nie ma tragedii… nigdy nie wiedziałem na lewe oko więc w sumie nie wiem jak to jest i w sumie nie brakuje mi tego. Co takiego się wydarzyło podczas tego wyjazdu? Wszystko odbyło się w Łodzi, gdzie na ten czas znajdowała się jedna z dwóch przychodni protez twarzy. W tej właśnie przychodzi byłem świadkiem jak dzieci dużo młodsze ode mnie cierpiały z powodu przymiarek kolejnych protezek oczu…. a uwierzcie mi przymiarka nie jest czymś przyjemnym…

Po powrocie, nabrałem mega dystansu do samego siebie, nauczyłem się śmiać sam z siebie oraz z sytuacji w których oczy grają główne skrzypce. Za każdym razem bawią mnie teksty „rzuć okiem” lub konwersacje typu:

– Widziałeś wczorajsze wydanie Faktów?

– Tak wiesz, oglądałem jednym okiem

Oczywiście w życiu było wiele sytuacji komicznych, jak kiedyś wychodziłem do szkoły zapominając o oku… i dziwne spojrzenie sąsiadki w windzie i nagle pytanie: „Konrad, czy Ty czasem czegoś nie zapomniałeś? „

Ogólnie teraz z tego wszystkiego się śmieję i życzę każdemu takiego dystansu do siebie. Nie ma co się użalać nad sobą, zwłaszcza, że czasami osoby jednooczne mają lepszy wzrok od osób prawidłowo widzących… a no i jest jeszcze jeden plus, jak np. celuje piłką do kosza lub jak na strzelnicy strzelam z wiatrówki to nie muszą przymykać lewego oka … żartuję!!! to jest odruch więc i tak przymykam 😀

Z ciekawostek… mogę puścić komuś oczko, okiem którego nie mam, ale już tym zdrowym jest lepiej 😀

Na koniec taka mała rada dla wszystkich, nie zapominajcie o tym, aby przynajmniej raz w roku zbadać oczy… takie dziadostwo jak jaskra rozwija się cichaczem…

Tymczasem…

#jaskra #dystans #oczy