Self-acceptance… czyli najpierw zaakceptuj samego siebie

Dzisiaj będzie bardziej osobiście, przynajmniej taki jest zamysł… Nawiążę trochę do tematu poruszanego już na blogu, a mianowicie jaskry.

_DSC4638b
fot. by P.L.

Po publikacji postu na temat tego, że jestem osobą jednooczną otrzymałem całą masę wiadomości, czy to w komentarzach na blogu, czy to na Facebooku, że mam mega dystans do siebie i że pozytywne nastawienie do życia i w ogóle. Wszystkie te wiadomości były naprawdę dla mnie ważne i też chciałbym, abyście mieli tego świadomość.

Z tą pewnością siebie u mnie było kiedyś bardzo różnie. Zwłaszcza po przegranej walce, choć może z mojego punktu widzenia bardziej wygranej walce, z jaskrą. Zacznę może od początku… Długi czas po usunięciu lewej gałki ocznej nosiłem okulary tzw. fotochromy – czyli szkła które pod wpływem promieni UV przyciemniają się… ale to nie były zwykłe fotochromy… to były fotochromy ze wstępnym zadymieniem… jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Otóż, wstępne zadymienie to nic innego jak to, że szkła od razu, nawet bez wystawiania na działanie promieni słonecznych, były już przyciemnione. Zawsze tłumaczyłem sobie fakt noszenia takich okularów tym, że przecież moje jedyne już oko jest bardzo wrażliwe na światło i po prostu muszę nosić takie, a nie inne okulary. Uwierzcie mi w tamtych czasach w takich ciemnych pinglach wyglądałem na korytarzu liceum dość komicznie… jak kiedyś zeskanuje zdjęcia to Wam pokażę. Lata mijały, a ja cały czas w tych ciemnych okularach. Z biegiem lat minęła jakaś większa nadwrażliwość na światło, a ja dalej w tych okularach…Fakt faktem, zawsze byłem duszą towarzystwa, ale jakoś zawsze też miałem poczucie hmmm… jak to nazwać… dyskomfortu pod kątem mojego wyglądu. Dopiero na studiach uświadomiłem sobie, że to wcale nie jest kwestia nadwrażliwości, a po prostu poczucie bezpieczeństwa… poczucie tego, że jak ktoś ze mną rozmawia to najpierw patrzy w ciemne szkła okularów, a nie w moje oczy… z czego w sumie w jedno oko i na za bardzo opadającą powiekę na drugim. Studia to był własnie taki czas, kiedy postanowiłem coś zmienić w postrzeganiu samego siebie. Uznałem, ze czas wziąć się za siebie i popracować nad poczuciem własnej wartości… w ogóle to każdemu polecam! Jeszcze w liceum, a potem i na studiach stawałem przed lustrem i ćwiczyłem podnoszenie lewej powieki trochę siłowo, aby trochę ją rozruszać. Ćwiczenie to w czasach liceum wykonywałem, bo musiałem, a w czasie studiów… bo po prostu chciałem. W pewnym momencie, to był chyba 3 rok mojego studiowania, wziąłem pierwszą wypłatę i po raz pierwszy zainwestowałem w fotochromy, ale już bez wstępnego zadymienia… Okulary, przy sztucznym świetle były całkowicie przejrzyste. No i zaczęło się… pierwsze komentarze znajomych „no w końcu widać Twoje oczy”… i powiem Wam tak szczerze, że to był moment w którym zacząłem akceptować w pełni samego siebie. Oczywiście zawsze są chwile w których jednak przychodzi zwątpienie… czasami poleci głupi komentarz gdzieś na mieście, a czasami po prostu mam gorszy dzień… Ale wtedy zawsze powtarzam sobie „Człowieku, weź Ty się kur… ogarnij i nie rób scen!” Uświadamiam sobie też w takich momentach jak człowiek potrafi być próżny… przecież są wokół nas osoby, które są w o wiele trudniejszej sytuacji, borykają się z tragediami ocierającymi się o dramat… A ja się nad sobą rozczulam bo lewa powieka mi trochę opada… no i to jest wtedy taki mega kopniak. Poza tym, moi drodzy, ja wiem wygląd może i jest ważny, ale przecież nie najważniejszy… Oczywiście przyznam się bez bicia, że do dzisiaj nosze okulary zerówki, fotochromy, ale zerówki… i tylko dlatego, że czuję się bardziej komfortowo…

Przyznam się Wam również do czegoś jeszcze… normalnie czas wyznań… Jakiś czas temu myślałem nawet o operacji plastycznej polegającej na wymianie implantu, który znajduje się na miejscu gałki ocznej i na podniesieniu powieki… no ale jak mi pani doktor przedstawiła ryzyka to uznałem, że gra nie jest warta świeczki… Okazało się, że zabiegi tego typu, mówię tutaj o podniesieniu powieki, bardzo często kończą się tym, że powieka po zabiegu się nie będzie domykać… No i uznałem po prostu, że przecież nie będę spał z otwartym jednym okiem bo to już trąci lekkim horrorem.

Na dzisiaj dosyć tego uzewnętrzniania się i pamiętajcie, że cały ten nasz wizerunek zewnętrzny (mam tu na myśli głównie wygląd) to tylko jedna z warstw… to co natomiast liczy się najbardziej siedzi trochę głębiej w każdym z nas.

Jak zwykle, jeśli tematyka bloga przypadła Wam do gustu, zachęcam do polubienia, udostępniania i subskrypcji 🙂

Tymczasem!

Reklamy

2 thoughts on “Self-acceptance… czyli najpierw zaakceptuj samego siebie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s