Deadline… czyli jak robić, żeby się wyrobić

Wracam do Was po trzech dniach przerwy… Dzisiaj temat z pogranicza życia zawodowego oraz życia codziennego. Słowo klucz na dziś to deadline… brzmi znajomo? Też przeszył Was dreszcz na samą myśl?

Moi drodzy zacznijmy od tego, że tylko spokój może nas uratować…

_DSC5535b
fot. by P.L. Kraków

Czy słowo deadline kojarzy się Wam wyłącznie z pracą? Podejrzewam, że nie… każdy z nas w życiu codziennym planuje, próbuje nadążyć ze wszystkim i zmieścić się w wyznaczonych ramach czasowych. W przypadku pracy są to zazwyczaj ramy określone przez przełożonych, w przypadku życia osobistego to my sami określamy co i na kiedy musimy zrobić.

Zacznijmy od życia codziennego…  nie wiem czy się  już „chwaliłem”, ale jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej i tak się składa że do 25 kwietnia powinienem przesłać Pani Promotor kompletną pracę. Jest to więc typowy deadline, w tym wypadku wyznaczony przez promotora. Ale co z deadline’ami które sami sobie określamy? Praktycznie w każdej sferze naszego życia prywatnego możemy sobie wyznaczyć cel który chcemy zrealizować w konkretnym terminie. Jeśli chodzi o mnie to obecnie na tapecie mam dwa takie terminy… Pierwszy związany ze zdrowiem…obiecałem sobie, że do końca maja wykonam wszystkie niezbędne badania kontrolne pod kątem jaskry… czyli standardowa konsultacja okulistyczna, a do tego pole widzenia. Kiedy indziej opowiem Wam o tym badaniu, bo uważam, że jest dość zabawne, a i miałem kilka zabawnych sytuacji z tym badaniem związanych… Kolejny zaplanowany temat jest zakup auta, który muszę zrealizować też do końca maja. Skąd taka data? Po prostu jak nie kupię samochodu do tego czasu, przepadną mi wszystkie zniżki związane z ubezpieczeniem… przyznacie, że jest to dość banalny powód.

No dobrze… teraz proponuje przejść płynnie do tematu pracy zawodowej. Jeśli już pracujecie lub dopiero zamierzacie podjąć pracę, musicie być gotowi na to, że każde zadanie Wam powierzone będzie wiązało się z określonym terminem realizacji. Może teraz kilka cech idealnie wyznaczonego deadline’u:

  1. Powinien być osadzony w realiach organizacji w jakiej pracujecie.
  2. Powinien być ambitny, ale i realny zarazem.
  3. Powinien uwzględniać inne prowadzone przez Was tematy.
  4. Jego wyznaczenie powinno być poprzedzone konsultacją z Wami.

Oczywiście to jest deadline idealny… życie zawsze weryfikuje tego typu tematy. Bardzo często spotkacie się z tym, że jakiś temat jest do ogarnięcia na już… a nawet na wczoraj. Co wtedy? Rozkładamy ręce? No oczywiście, że nie! Należy szybko przepriorytetyzować (trudne słowo) inne tematy, przedstawić przełożonemu ryzyka z tym związane, a następnie po jego akceptacji po prostu działać. Niestety nie żyjemy w świecie idealnym, a może to i lepiej, no i takie rzeczy się zdarzają… nawet bardzo często.

Największym błędem z jakim spotkałem się w tym temacie, jest wyznaczanie kompletnie nierealnych dat i to pomimo wskazania realnych ryzyk czy niegotowości do realizacji zadania. Co się wtedy dzieje? Zazwyczaj kończy się to rozczarowaniem i świeceniem oczami… w moim przypadku okiem… 😉 Ale tutaj należy pamiętać o bardzo ważnej rzeczy, jeżeli kiedykolwiek ktoś za Was określa deadline bez konsultacji z Wami, albo co gorsza wbrew Waszym rekomendacjom, to tak naprawdę na nim spoczywa odpowiedzialność za brak realizacji zadania w terminie. Wy nakreślacie ryzyka, co oczywiście nie znaczy wcale, że się nie staracie, bo właśnie wtedy najczęściej pracuje się na 200%. Z czego najczęściej wynika takie zaangażowanie? W moim wypadku jest to najczęściej poczucie obowiązku i chęć realizacji jak największej części całej układanki…poza tym bardzo często firmujemy dany temat swoim nazwiskiem co jeszcze bardziej obliguje do działania.

Z określaniem nierealnych deadline’ów jest jak ze szczerością na linii pracownik – przełożony… można zaryzykować i trochę naciągnąć rzeczywistość, ale należy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie „czy gra jest warta świeczki?” i czy lepiej dowieźć produkt kompletny i zgodny ze specyfikacją w nieco późniejszym terminie, czy zrobić produkt działający na sznurkach, ale w wyznaczonym terminie… jak dla mnie sprawa jest oczywista, że opcja pierwsza jest jedyną słuszną. Aczkolwiek, miałem już okazję realizować drugi wariant, który finalnie zawsze okazywał się bardziej pracochłonny i bardziej kosztowny. Jestem bardzo ciekawy Waszych doświadczeń w tym temacie…

Na dzisiaj to już wszystko, w razie jakichkolwiek pytań jestem do Waszej dyspozycji.

Aaaaa i znowu bym zapomniał… zachęcam do komentowania, udostępniania lub po prostu polubienia tego postu jak i całego bloga. Jeśli chcecie być na bieżąco z kolejnymi postami zachęcam również do subskrypcji. Wystarczy podać adres e-mail w formularzu znajdującym się w po prawej stronie ekranu.

Tymczasem!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s