Martwy ciąg, wykroki… czyli moja przygoda z siłownią

W dzisiejszym świecie wszyscy chcą być FIT i wszyscy chcą trenować. Tym samym siłownie w całym mieście pękają w szwach. Skąd to wiem, bo sam z nich czasami korzystam. Ale zacznijmy od początku.

Jako dzieciak, głównie przez jaskrę i całą akcje z okiem, którą kiedyś tu może opiszę, zawsze unikałem mega wysiłku czy to na zajęciach w-f czy w ogóle  w życiu codziennym. I tak do 21 roku życia, gdzieś siedziało mi w głowie to, że przecież nie powinienem dźwigać ciężarów. Przyszło co do czego i jednak uznałem, że zasięgnę opinii, bo przecież wcześniej nawet o tym nie pomyślałem. Okazało się, że po 10 latach od operacji, mogę wszystko… znaczy się podnosić ciężary itp. I tak to się zaczęło… zacząłem chodzić na siłownie. I tutaj może kogoś zaskoczę, ale samo chodzenie na siłownie nic nie daje. Zwłaszcza jak niekoniecznie wiadomo jak prawidłowo wykonywać ćwiczenia. Dlatego też, dokładnie 4 miesiące temu postanowiłem zainwestować w siebie i skorzystałem z usług trenera personalnego. Muszę przyznać, że  byłem pod dużym wrażeniem. Pierwsza rozmowa z trenerem nie dotyczyła wcale ćwiczeń czy sprawności fizycznej, ale diety. Tak, to właśnie odpowiednia dieta i trening sprawiają że wszystko to co robimy na siłowni ma sens. I nie mam tu na myśli głodówki czy coś takiego. Najważniejsze to jeść odpowiednie rzeczy.

Ostatnie cztery miesiące okazały się być mega ciekawe, bo nie tylko poprawiłem swoją sprawność i wygląd fizyczny, ale co najważniejsze zdecydowanie poprawiło się moje samopoczucie. I kto by pomyślał, że wystarczy odbyć trening trzy razy w tygodniu i jeśli, uwaga, 5 posiłków dziennie. Oczywiście są dni w których po prostu nie chce się ćwiczyć, bo człowiek jest zmęczony, bo dużo pracy i tym podobne wymówki, ale całe zmęczenie znika, jeśli tylko pomyśli się o treningu jako robieniu czegoś dla siebie, a nie obowiązku. I nie będę ściemniał… czasami mam dość Artura, bo tak ma na imię mój trener. W sumie mam go dość za każdym razem jak daje mi mega wycisk… czyli dosłownie za każdym razem, ale pamiętajcie!!! to wszystko mija w momencie w którym widzisz pierwsze efekty tej ciężkiej pracy.

Założę się, że niedługo pokuszę się o pokazanie zdjęcie przed i po, ale na to chyba jeszcze sam nie jestem gotowy… taki już wstydliwy gościu jestem.

Podsumowując pierwszy wpis w temacie treningów chciałem polecić wszystkim pokuszenie się o zasięgnięcie porady specjalisty w kontekście ćwiczeń na siłowni. Nie musi być to od razu trener personalny, może być to po prostu trener którego widujecie na swojej siłowni.

Zakładając wczoraj bloga założyłem, że nie będę tutaj umieszczał żadnych reklam, ale w sumie w tym jednym przypadku zrobię wyjątek. Jeżeli przypadkiem jesteście z Wrocławia i macie ochotę zasięgnąć porady specjalisty to polecam Wam Artura i jego pro-trening.pl

Na dzisiaj to tyle, ale bądźcie czujni… następny post może pojawić się w każdej chwili.

12507597_969914193077140_6373467522980798091_n

fot. by Artur Aleksiewicz

#wrocław #trening #fit

 

Reklamy

4 thoughts on “Martwy ciąg, wykroki… czyli moja przygoda z siłownią

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s